piątek, 26 grudnia 2014

Yankee Cnadle - Icicles


Kolejny zapach z nowej kolekcji Q4 2014 - Icicles. Muszę przyznać, że jest to zapach, który od razu bardzo, ale to bardzo polubiłam, jest intensywny, ale wciąż nie drażniący i przyjemny. Jak mówi producent jest to zapach pokrytych lodem sosnowych gałęzi i nut ostrego cynamonu. Typowo świąteczny tym razem ze zdecydowaną nutą cynamonu, nie mocną, ale wręcz muśniętą. Tajemniczy, mroźny i chłodny idealny na zimowy, śnieżny dzień. Zdecydowanie przyjemniejszy od Christmas Garland, nie toaletowy! Mi się kojarzy z chłodnym świątecznym dniem, kiedy w domu panuje przyjemne ciepło i radość, a za oknem pięknie ośnieżony krajobraz. Wrócę jeszcze nie raz do niego. :)

Yankee Cnadle - Cinnamon Stick




Jeden ze starszych zapachów YC, Cinnamon Stick to dla mnie raczej wosk "dodatek", ponieważ doskonale sprawdzi się jako zapach, który dodamy do innych delikatniejszych wosków kwiatowych, owocowych czy słodkich. Sam w sobie jest tak intensywny, że ciężko go palić dłużej niż zaledwie kilka minut, utrzymując się tym samym bardzo długo w powietrzu. Jak dla mnie chyba najintensywniejszy ze wszystkich jakie paliłam do tej pory. Bardzo ciężki zapach cynamonu i innych korzennych aromatów, które uwielbiam, ale niestety nie do końca w tak intensywnej wersji.  Zaletą zapachu jest nie wątpliwe fakt, że jest on niezmiernie prawdziwy, nie sztuczny idealnie naturalny :) Czy wrócę do niego? Na pewno tak, jako dodatek jest na prawdę piękny, sam w sobie jak dla mnie za mocny.

Yankee Cnadle - Christmas Garland


Podróż po świątecznych zapachach w tym roku zaczynam od jednego z nowszych zapachów z kolekcji Q4 2014, czyli Christmas Garland. Jest to zapach świeżo ściętych gałęzi sosnowych i  żurawiny. W pierwszej chwili bardzo bardzo intensywny zapach choinki, ale niestety tej nie przyjemnej toaletowej... dopiero po dłuższym "przepaleniu" zaczyna się on zmieniać w przyjemny zapach zimowego igliwia choinki, niestety koło żurawiny wosk ten mam wrażenie, że nawet nie stał. Jak dla mnie zdecydowanie za mocny, zapach igliwia bardzo lubię nie powiem o ile nie jest on sztuczny i nie pachnie jak zwykły odświeżacz powietrza. Nie jest to najgorszy wosk jaki paliłam, brakuje mu zdecydowanie delikatności, ale jak przetrwamy pierwsze "natężenie" leśnego zapachu potem powinno być całkiem przyjemnie. ;)


piątek, 17 października 2014

Yanke Candle - Ginger Dusk



Dziś czas na kolejny wosk z serii Q3 a mianowicie Ginger Dusk. I o ile Amber Moon rozczarowuje całkowicie, o tyle Ginger Dusk gdzieś się trochę broni i wpasowuje chociażby w nazwę kolekcji Inadian Summer. ;) 
Wosk przed zapaleniem jest ciężki, wręcz nie do zniesienia ostry, przyprawiający o ból głowy, mocno czuć w nim cytrusową nutę (trochę jak cytrynka w WC) oraz mocno korzenny zapach. Tuż po rozpaleniu, na szczęście sytuacja się trochę zmienia, zapach staje się delikatniejszy, gdy rozniesie się po pomieszczeniu jednak wciąż bardzo intensywny (szczególnie w okolicy kominka). Jest bardzo bardzo orientalnie... Indyjski, korzenny, cytrusowy, po prostu baaardzo dużo w nim przypraw.

GINGER DUSK  - rześki zapach zapadającego zmierzchu połączony z energią ostrych przypraw oraz nutą słodkich cytrusów. 

Rześki to na pewno on nie jest, ogólnie jest ciężki i na dłużej uciążliwy, wymagając przy tym otwierania okna. Jednak podsumowując jest na pewno lepszy od swojego poprzednika, spokojnie można go na chwilę zapalić, po czym zgasić a zapach zdąży roznieść się po domu nie będąc przy tym uciążliwym. ;) 

piątek, 10 października 2014

Yanke Candle - Amber Moon


Długo wyczekiwane Indian Summer przyniosło raczej wielkie rozczarowanie niż zachwyty.
Zaczynając od Amber Moon, które myślałam, że zaskoczy mnie pozytywnie, niestety wyszło zupełnie inaczej. Wosk ma cudownie delikatny i przyjemny zapach przed zapalaniem. Znajdujemy w nim między innymi nuty cytrusów (grejpfrut, pomarańcza), bursztynu oraz wody kolońskiej, co wcale nie robi z niego kolejnego męskiego zapachu. ;) Jednak tuż po rozpaleniu czar pryska, zapach jest minimalny, ledwo wyczuwalny, szybko wyparowuje i ustępuje miejsce smrodkowi wosku z którego uleciały już wszelkie olejki (takiego co po kilku godzinach palenia już po prostu nie pachnie a ma specyficzny zapach podobny do parafiny i woła wręcz o wymianę). Zapaliłam raz, drugi i nic przekonać się nie mogę, a prawie cała tarta leży sobie i czeka nie wiadomo na co. Tej jesieni chyba będę musiała zadowolić się zapachami z poprzednich sezonów, bo tegoroczne poza pięknymi jesiennymi kolorami i cudowną szatą graficzną niczym pozytywnym nie chcą mnie zaskoczyć.


piątek, 5 września 2014

Hean - High Definition Camouflage


W związku z tym, że jestem fanką marki HEAN, oczywistym wyborem zdawać by się mogło, że po kamuflaż tej marki właśnie sięgnę. Kosmetyk mam u siebie już od około roku, jako że wcześniej po prostu nie potrzebowałam kamuflaży leżał sobie i leżał gdzieś na dnie kuferka. 
Mamy do wyboru 2 wersje kolorystyczne:
Żółty, Zielony, Cielisty
oraz 
Fioletowy, Różowy i Biały
(ja mam jak widać tylko wersje tą pierwszą i tylko z niej korzystałam)


Na początku (zanim znalazłam zielony korektor Delii) używałam tylko tego kosmetyku i muszę przyznać, że efekt był zadowalający. Kosmetyk kryje całkiem dobrze i można powiedzieć, że się sprawdza. Jednak jedyną jego wadą w sumie dość (dla mnie) dużą jest konsystencja, kamuflaż jest bardzo twardy (bardzo w porównaniu do korektora) i przyznam, że ciężko było mi go nakładać próbowałam palcami i pędzelkiem, paluchami jakoś szło, ale pędzelkiem po prostu nie. Jeżeli chodzi o trwałość to też jest całkiem nieźle, utrzymuje się dość długo. Koniec końców, leży on dalej gdzieś w kosmetyczce i używam go rzadko i właściwie to głównie przez konsystencję. 


Podsumowując,  za tą cenę i na początek jak najbardziej. Kosmetyk się sprawdzi, tylko trzeba się "pobawić" trochę przy nakładaniu i napracować się przy jego zakrywaniu. ;)

Yankee Candle - Midnight Oasis


Midnight Oasis, czyli zapach z najnowszej letniej kolekcji YC. Przyznam, że sam wygląd sprawił, że go kupiłam, po czym trochę przeleżał w szufladzie. Przed zapaleniem jest bardzo intensywny, dość ciężki i wyraźnie bardzo, bardzo orientalny. Jednak po roztopieniu cała ta nie najprzyjemniejsza intensywność jakby się rozpływa, wciąż zapach jest bardzo mocno wyczuwalny, ale niezmiernie przyjemny. Sam w sobie ma znów wyczuwalną woń męskich perfum, ale zdecydowanie przyjemniejszych i delikatniejszych niż w Midsummer's night. Jest bardzo ciepły, ale przebija się też chłodny aromat cytrusów, co w całości daje nam wspaniale zharmonizowany zapach. Zapach bardzo trwały, roznoszący się długo po całym domu nawet po zgaszeniu kominka. Wnosi dużo spokoju, odprężenia i nie można mu tego odmówić.
Mam jednak wrażenie, że ktoś kto nie lubi orientalnych klimatów i aromatów nie zachwyci się nim, aż tak, jest dość specyficzny, ale zdecydowanie (o nie!) nie jest to smrodek jakiegoś kadzidła! którego nie znoszę. ;)

Z racji tego, że niestety to tylko edycja limitowana pozwoliłam sobie zaopatrzyć się w kilka zapasowych egzemplarzy. ;) Kolejny cudowny i udany zapach od YC. 

Yankee Candle - Beach Walk


Beach Walk, czyli zapach czysto letni. Nie byłam jego fanką od pierwszego... "zapachu", ale teraz mogę śmiało powiedzieć, że jest cudowny. Uwielbiam ten delikatnie błękitny kolor i klapeczki na zdjęciu... Ale wracając do zapachu zdecydowany, świeży, czysty zapach zarówno przed jak i po roztopieniu, w tym przypadku różnic jest minimalna. Dla mnie jest to całkowicie chłodny zapach i nie przypomina mi upalnego poranku nad morzem, a raczej już chłodniejszy aczkolwiek dalej przyjmy wieczór późnego sierpnia, skąpany w wieczornych promieniach słońca. Niesamowicie rześki, nie ciężki, niezbyt męski (no może odrobinę!) IDEALNY! 
Będę wracać i wracać jeden z tych ukochanych zapachów.

P.S. Czytałam i czytałam, kto i jak odbiera ten zapach i tak wiem moja opinia odbiega od tamtych, ale czy zapach nie jest odbierany przez każdego z nas indywidualnie? :) 

piątek, 27 czerwca 2014

Bomb Cosmetics - kremowa babeczka do kąpieli - Elegantka


Już od bardzo, bardzo dawna chciałam wypróbować te cudownie wyglądające i pięknie pachnące babeczki (jako ogromna fanka muffinek, cupcake'ów itp. nie było innej opcji). I tak pewnego dnia nadarzyła się okazja w postaci promocji w szczecińskim Bomb World i po długiej walce z samą sobą na jaki zapach/wygląd babeczki się skusić, padło na Elegantkę ;)


Jaki ma zapach i działanie?
Jak podaje producent: Dzięki zawartości drogocennego olejku z Róży oraz słonecznego olejku Cytrynowego, ta babeczka nie tylko doskonale nawilży i wygładzi Twoją skórę w kąpieli, ale także ukoi skołatane nerwy i podniesie na duchu!
I faktycznie zapach działa relaksująco i uspokajająco, jest niesamowicie delikatny i przyjemny, ale jednocześnie intensywny i długo utrzymujący się na skórze. Skóra po takiej kąpieli jest gładka i nawilżona. 
Myślę, że jeszcze jakiś zapach wypróbuję i że na jednej Elegantce się na pewno nie skończy ;)


Niestety z racji tego, że babeczki nie są najtańsze dozuję sobie ta przyjemność odkrawając kawałeczek po kawałku i tworzę sobie małe domowe spa. ;) A wy lubicie babeczki/kule z Bomb Cosmetics?



Ziaja - Maska oczyszczająca z glinką szarą


Po bardzo dłuuugiej przerwie, znów mam chwilkę, żeby coś tu napisać ;) Jako że uwielbiam wszelkiego rodzaju maseczki i wciąż poszukuje idealnej, która nie wysuszy, nie podrażni, będzie dobrze działać, a jeszcze mogłaby ładnie pachnieć (nie ma wciąż takiego ideału!), natknęłam się na maseczkę z Ziaji z glinką szarą przeznaczoną do skóry mieszanej, tłustej i trądzikowej (wypróbowałam też z glinką żółtą anty - stres, ale o niej kiedy indziej) i muszę przyznać, że u mnie sprawdza się na prawdę rewelacyjnie, ale traktuję ją raczej jako maseczkę zastępczą dla marokańskiej glinki Ghassoul (o niej też kiedy indziej, póki co moja naj! ;) ), kiedy nie mam czasu na jej przygotowanie lub po prostu się skończy. Wracając do maseczki  Ziaji, istotnie oczyszcza i widocznie zmniejsza pory, ale co najważniejsze również łagodzi podrażnienia, sprawdzi się dobrze nawet przy bardzo wymagającej skórze. Jak podano na opakowaniu zawiera siarkę, magnez, wapń oraz mangan, a także jest źródłem mikroelementów. Co jest też ważne maseczka nie wysuszy naszej twarzy w tak straszny sposób jak robią to inne przeznaczone do wymagającej skóry. Zatem polecam wypróbować, u mnie ta maseczka zawsze leży w szufladzie i czeka na nałożenie jej na buzię ;)

wtorek, 17 czerwca 2014

Compeed - Sztyft przeciw pęcherzom


Przyznam szczerze, że to jeden z tych kosmetyków, a wlaściwie gadżetów, które sie uwielbia. Latem zawsze mam problem z pęcherzami i otarciami po butach, na szczęście ostatnio dorwałam tego oto małego pomocnika. ;) Sztyft jak najbardziej się sprawdza, wsystarczy przeciągnąć nim raz czy dwa w miejscu podatnym na ucisk buta, a skórę pokryje delikatna ochronna warstwa produktu. Aplikacja jest bardzo szybka a sztyft zmieści się do każdej torebki. Jedyną jego wadą jest jego wydajność, ponieważ niestety dość szybko się kończy szczególnie przy częstym używaniu produktu.
Podsumowując idelany gadżet na lato i jako dodatek do nowej pary butów ;) Używałyście?






czwartek, 3 kwietnia 2014

Essence Pigments - 04 broadway starlet


Kolejny pigment od Essense tym razem kolor 04 Broadway Starlet i hmmm... chyba trudno mi go nazwać pigmentem, to w zasadzie brokat z resztą całkiem ładny.  Multum drobinek srebrnych, niebieskich, zielonych, czerwonych i mam wrażenie że takich złotawo-żółtych też się znajdzie. 


Nadaje się raczej tylko do wykończenia makijażu i nadania mu połysku, sam w sobie na powiece raczej długo by się nie utrzymał, najlepiej się sprawdza na żelu lub minimalnej ilości kleju. Za cenę promocyjną czyli te 4 zł ok, ale regularne 11 zł ? (lub coś podobnego), chyba bym się nie skusiła. Jako brokat jest jak najbardziej w porządku ładnie się mieni, kolor jest ciekawy i ogólnie dość chłodny. Co do osypywania to wiadomo, to brokat więc nawet nie ma o czym mówić ;)





środa, 2 kwietnia 2014

Yankee Candle - Midsummer's Night


Wosk, który raz zapaliłam zeszłego lata, tylko od tak byle poczuć jak pachnie, polubiłam go, ale wróciłam do Midsummer's Night dopiero teraz, aby utwierdzić się w przekonaniu jak bardzo go uwielbiam. ;) Ciemny (roztopiona piękna czerń), ciężki bardzo bardzo mocno pachnący, ale nie przytłacza mnie w żadnym wypadku. Pachnie nocą taką z obrazka, las, księżyc... (jakkolwiek to brzmi, tak mi się ten zapach kojarzy). Zdecydowanie męski jak napisano na stronie "Intensywna mieszanka piżma, paczuli, szałwii i mahoniowej wody kolońskiej. To niesamowite połączenie aromatów tworzy zapach, najlepszych męskich perfum." (candleroom.pl). Zgadzam się w 100%, zdecydowanie ma coś magicznego w sobie.
Dla mnie kolejny, który trawi do kolekcji tych najwspanialszych wosków, do których się wraca i wraca i nie ma się dosyć. ;)


Ostatnio udało mi się zdobyć Stony Cove i Moonlit Ocean oraz Midnight Oasis z nowej serii YC, póki co żadnego nie paliłam, poczekają na cieplejsze letnie dni. ;)


czwartek, 27 marca 2014

Sensique - Pearl Glow 206



Dzisiaj na szybko coś na temat cienia, który znalazłam w Naturze za ok. 3 zł ;) W tej kolekcji Sensique znajdziecie sześć neutralnych odcieni ja mam akurat kolor 206. Jest to szary cień z odcieniem błękitu, lekko połyskujący (co mnie ogromnie cieszy, ponieważ fanką perły na oku, aż taką nie jestem) o bardzo przyjemnej konsystencji (dość miękki). Nie osypuje się, a pigmentacja też jest całkiem niezła.


Na powiekach połyskuje zdecydowanie mniej, co akurat w jego przypadku będzie dużą zaletą i nada nam ładną naturalną, dość łagodną, ale dobrze napigmentowaną szarość. Baza jak dla mnie nie jest wymagana pod niego, dobrze kryje i się trzyma.



Nie wiem dla czego, ale jakoś wyjątkowo podoba mi się opakowanie tych cieni, poręczne, dobrze wykonane i wygląda po prostu bardzo estetycznie. Nie jest to wiadomo najważniejsze, ale miło jest korzystać z czegoś co oprócz dobrej jakości mieści się w ładnym opakowaniu. ;)
A wy miałyście jakieś cienie j ter serii Sensique?

wtorek, 18 marca 2014

Sen - zdrowy czy chory?

Dzisiaj coś zupełnie innego postanowiłam, że napiszę coś na temat snu, a właściwie problemów ze snem. Sama mam ten problem od wielu wielu lat i wiem jak trudno znaleźć jakieś konkretne sprawdzone rady, które mogłyby pomóc w zaśnięciu. Na dziś część pierwsza głównie o tym czego unikać :)

Problem ze snem staje się obecnie chorobą cywilizacyjną. Mówi się , że to głównie nasza zasługa… i cóż wiele w tym racji, jednak nie wszystkie z naszych problemów z zasypianiem  wynika ze złych nawyków.  Nie da się wyeliminować wszystkich negatywnych czynników, ale możemy wpływać na niektóre z nich.

Zbyt krótki sen jest jednym z czynników ryzyka występowania różnego rodzaju chorób cywilizacyjnych (choroby metaboliczne - cukrzyca, choroby układu krążenia – nadciśnienie itd.) oraz zmniejszenia naszej odporności. Ale nie tylko narażone jest zdrowie fizyczne, ale też psychiczne. Permanentne zmęczenie, spadek koncentracji, osłabienie zdolności psychomotorycznych, roztargnienie, irytacja –  nasze niewyspanie odbijać się będzie tez na naszych kontaktach międzyludzkich i wydajności w pracy.
Dodatkowo brak snu może doprowadzić do przybrania na wadze, w skrajnych przypadkach do depresji oraz będzie bardzo negatywnie wpływać na naszą skórę, która chcąc nie chcąc będzie się przedwcześnie starzeć. Brak szansy na regenerację = marny wygląd naszej skóry.

Zdrowy sen czy może „chory” - Mówi się, że przesypiamy jedną trzecia naszego życia. Warto więc zrobić wszystko, aby ta część naszego życia była na jak najwyższym poziomie. Dobry, zdrowy sen regeneruje nasze siły psychofizyczne, pozwala wypocząć, daje mnóstwo niezbędnej energii, która będziemy pożytkować potem w ciągu dnia. Tu liczy się jakość, a nie ilość i to właśnie jakość jest gwarancją dobrego samopoczucia psychicznego i fizycznego. Dobry sen to dobry humor i pozytywna energia na kolejny dzień. Co więcej, podczas snu regenerujemy nasze komórki, wytwarza się hormon wzrostu, usuwane są toksyny z organizmu, ciało i umysł się wycisza.

Pamiętajmy, że to właśnie prawdłowy rytm dobowy ustawia nasz zegar biologiczny i to dzięki niemu czujemy się wypoczęci i zrelaksowani po nocy, a to jak wiemy pociąga za sobą szereg korzyści. :)

Problem z zasypianiem w przeważającej części dotyka głównie kobiety.  Jesteśmy bardziej emocjonalne niż mężczyźni i to wiąże się też często z naszymi problemami ze snem. Myślimy, analizujemy, martwimy się, po czym wszystko śni nam się po nocach, a rano budzimy się ze spuchniętą od dręczących myśli głową.  Czy warto? Nie warto chodź na te kilka godzin dajmy sobie spokój, odpoczynek i uwolnienie myśli nawet na chwilę sprawi, że będziemy rano wypoczęte, bardziej energetyczne, a i może przyjdzie pomysł rozwiązania pewnych zmartwień. Wyjazd, ważne spotkanie, natłok obowiązków często nie daje nam spać, ale warto się chociaż postarać i zrobić wszystko, aby chodź na te kilka godzin odpocząć.
Wiem jakie to trudne bo sama się często tak dręczę, ale rano gruntownie żałuję, że byłam na tyle głupia, żeby chodź na chwilę nie odpuścić sobie. ;)

 
Source: internet
Czego unikać?
Zbyt długi sen -szczególnie w wolny dzień w celu odespania zarwanych nocy nie ma sensu. Warto pamiętać, że nie jesteśmy w stanie „nadrobić” straconego snu w ten sposób, a po wstaniu w południe możemy się źle czuć i odczuwać zmęczenie.

Za długie drzemki w ciągu dnia- Nie ma nic złego w popołudniowej sjeście (wręcz czasem bywa zbawienna:) pod warunkiem, że nie trwa ona zbyt długo i nie jest odbywana zbyt późno. Drzemki po godzinie 15 – 16 nie wpłyną korzystnie na jakość naszego snu w nocy, tak samo jak dłuższe niż 30 – 40 minut.

Stres – jego uniknięcie brzmi śmiesznie i niemożliwie, ale to właśnie on spędza sen z powiek i zmniejsza masę mięśniową. Sytuacja stresogenna, powoduje że zaczynamy odczuwać zwiększone napięcie. Powoduje on zwiększenie stężenia kortyzolu (hormon stresu) w wyniku czego następuje rozpad białek mięśniowych. A to przy długotrwałym działaniu prowadzi do hiperkortyzolemii, tym samym tracimy masę mięśniową.
Dlatego tak ważny jest sen i aktywność fizyczna, które będą nam mięśnie regenerować.

Uważajmy co jemy – mówi się, a właściwie jest to dowiedzione, że nie powinno się spożywać posiłków po godzinie 18. Nie ukrywajmy, że jest to często nie możliwe.  Późne powroty do domu nie sprzyjają temu, a wieczorną porą jedzenie jak na złość smakuje najlepiej ;) Ważna wtedy jest jakość posiłku, niech będzie w miarę sycący, ale lekko strawny, coś co nie wywoła u nas skutków ubocznych w postaci chociażby nadmiernie wypełnionego żołądka i uczucia pełności. Uważajmy szczególnie na cukry i tłuste potrawy. Czujmy się lekko i nie jedzmy do końca czasem warto czuć lekki niedosyt. ;)

Tabletki zło konieczne – Bierzmy tylko kiedy wszelkie metody zawodzą i nie ma innych możliwości. I przede wszystkim po konsultacji z lekarzem.

Piwko na lepsze spanie – jeden kieliszek wina wieczorem jest wskazany ze względu na dobry wpływ na nasz układ krążenia, jednak zbyt druga ilość alkoholu koniec końców pogarsza jakość snu szczególnie w późniejszych jego fazach (czego można doświadczyć w połowie nocy lub nad ranem). ;)

Oglądanie telewizji czy czegokolwiek innego przed zaśnięciem – dla mnie to kwestia sporna. Często zasypiam przed telewizorem i jak dla mnie bywa to dość pomocne. Ściszony dźwięk do minimum i ustawiony czas na 60 min. po którym telewizor się sam wyłączy, dzięki czemu nie obudzi mnie potem w nocy. Aczkolwiek dla wielu z nas może być on bodźcem rozpraszającym i wiele się mówi o zasypianiu przy wieczornym filmie jako negatywnym nawyku.

Nie warto siedzieć zbyt długo przed komputerem – sama prawda. Szczególnie siedząc po ciemku z wielkim żarzącym się monitorem przed oczami. Problem z zaśnięciem wręcz gwarantowany. Zbyt duże bodźcowanie sprawia, że nasz mózg również działa wciąż na wysokich obrotach, a o relaksacji i wyciszeniu nie ma mowy.

Dłuższy sen = bardziej efektywny sen - niestety tak nie jest. Cudownie by było odespać zarwane noce w kolejną jedną noc wydłużając ją o kilka godzin. Niestety przy dłuższym spaniu spada efektywność naszego snu, a tym samym regeneracja naszych sił.

Kawa przez całą dobę  - odpuść napoje zawierające kofeinę, guaranę czy tez inne pobudzające substancje. Niestety też trzeba zrezygnować z popołudniowej kawy i wieczornego picia coli. :(

Za bardzo chcemy zasnąć - Pamiętajmy też, że w ciągu dnia jesteśmy zwykle aktywni i tylko niektórym udaje się z marszu zasnąć po takim dniu. Warto mieć swój własny „rytuał” wieczorny, który nas wyciszy i zrelaksuje, będąc jednocześnie swoistą fazą przygotowawczą do pójścia spać – może to być kąpiel, słuchanie muzyki, czytanie książki – grunt byle znaleźć sposób na siebie i się chodź na chwilę zrelaksować.

Krótki sen zwiększa apetyt – gdy jesteśmy niewyspane jest nam zimno i otulone kocem biegniemy do lodówki lub po coś słodkiego.  A potem tycie, tycie, tycie!

Source: internet
Ile snu potrzeba?
Zapotrzebowanie na sen jest indywidualne dla danego osobnika. W zależności od wieku, płci czy też stylu życia.  Każdy z nas powinien wysypiać się w granicy 7 -9 godzin na dobę. Tyle wymaga nasz organizm alby się zregenerować.
Osoby młode w wieku dojrzewania oraz dzieci potrzebują go trochę więcej nawet do 10 godzin, ponieważ tyle wymaga od nich organizm.
W raz z wiekiem śpimy coraz krócej – owszem im człowiek młodszy, tym więcej snu potrzebuje niemowlęta nawet do 18 godzin na dobę, natomiast osoby starsze zwykle śpią niewiele.

Photos: Internet 
Text: VersatileCorner.blogspot.com 

poniedziałek, 17 marca 2014

Szminiki w kolorze... Róż.


Dzisiaj po raz kolejny szminki - tym razem sam róż ;)

ASTOR 104 - SATIN FUCHSIA

Cudowny kolor fuksji, głęboki piękny róż wpadający w malinę. Wydajna, nie wysusza wręcz nawilża. Jest trwała i nie "zjada" się zbyt szybko. Dodatkowy plus za ciekawe kwadratowe i eleganckie opakowanie. Jednak nie wiem czy jest warta tych 30 zł, które musimy zapłacić za nią w drogerii (ja ją kupiłam za ok. 6zł w jednym ze sklepów internetowych).

RIMMEL 080 - ONE OF A KIND

Mój codzienny ulubieniec, w sam raz a co dzień. Kolor chłodnego, brudnego różu. Bardzo przyjemna konsystencja, dobrze się utrzymuje. Kolor trwały i intensywny. Wydajna przy codziennym użytkowaniu wciąż jej pełno. ;)

ORIFLAME - PURE BERRY

Bardzo delikatny kolor na ustach, przyjemna konsystencja, choć dość szybko się zużywa i jest mniej trwała od swoich innych koleżanek. Mimo wszystko to mój kolejny numer jeden wśród różowych pomadek.


MISS SPORTY - 014 PINK LADY

Cukierkowy, zimny różowy. Dobrze widoczny, pełny kolor, cudowna konsystencja prawie jak w One of a kind, dobrze utrzymuje się na ustach - na prawdę długo. Ostatnio mój nr 1 :) Jak dla mnie same zalety i co jest dodatkowo jej plusem ... to piękny i orzeźwiający arbuzowy zapach. :)

NYC - 416 BERRY RICH

Bardzo podobny brudny róż do tego z One of a kind jednak odrobinę lżejszy, coś pomiędzy nim a Pure Berry. Kolejna udana pomadka NYC, nie trafiłam u nich póki co żadnego bubla. :)

ORIFLAME - SOFT CORAL

Najmniej różowy.  Delikatnie koralowy obecność jego koloru ogranicza się praktycznie do lekkiego połyskiwania. Bardziej jak pomadka ochronna, nawilża nie wysusza. Trwałość chyba najsłabsza z nich wszystkich. Ale i tak udany :)


Essence - pigments box of chocolates


Kolejna z ostatnich zdobyczy to pigment z Essence nr 03 Box Of Chocolates. W Naturze udało mi się go dostać za około 4 zł, z resztą kilka innych odcieni tych pigmentów też było na przecenie. :)


Co mnie zaskoczyło najbardziej to fakt, że jest całkiem trwały, nawet gdy już chciałam go zmyć to tarłam i tarłam, a on cały czas się trzymał. Ślicznie mieni się w słońcu, choć jak dla mnie nie jest to taki typowo czysty kolor czekolady jak nazwa by mogła wskazywać, a raczej ciepłego brązu, który dzięki tysiącom srebrnych drobinek wydaje się chłodniejszy. Nie jest zbyt intensywny nadaje się raczej bardziej do wykończenia i rozświetlenia makijażu, niż jako jego główny bohater. Dobrze zmielony i przyjemny w aplikacji. Żałuję, że chwyciłam na próbę tylko ten jeden.



Yankee Candle Q2 Lato 2014

Source: yankeecandle.co.uk
Najnowsza kolekcja Yankee Candle Q2 już niedługo w sprzedaży, a w niej znajdziemy dwa soczysto owocowe zapachy i jeden kwatowy. Zatem latem będziemy mogły się cieszyć:

ORANGE SPLASH
SWEET APPLE
BLACK PLUM BLOSSOM

Black Plum Blossom już widziałam w sprzedaży (na chocobath.pl) i jak opisuje producent ma to być - kuszące połączenie pięknych kwiatów śliwy z nutami białego piżma i wanilii. Brzmi cudownie! YC szykuje dla nas też limitowane zapachy czyli orzeźwiające:

MARGARITA TIME
CITRUS TANGO

Source: yankeecandle.co.uk

Co wy na to? :)

sobota, 15 marca 2014

Lovely - nude make up kit


Jakoś jeszcze na początku roku natrafiłam na paletkę Lovely - Nude make up kit, a że od dawna chciałam mieć jakąś paletkę właśnie z takimi odcieniami od razu ją chwyciłam. Za 12 zł otrzymujemy 12 cieni w tonacji nude. Większość perłowo, w sumie to delikatnie perłowo - świecąca i ta część jest całkiem w porządku jeżeli chodzi o kolor. Jednak jasne maty są praktycznie niewidoczne nadają się co najwyżej jako cienie bazowe i to bez szału. Zaletą paletki jest kolorystyka, znajdziemy tu zarówno ciepłe jak i zimne kolory dzięki czemu każda z nas znajdzie i dopasuje coś do swojego typu kolorystycznego. 


Opakowanie - to chyba największy minus bo jest kiczowate i ze słabej jakości plastiku no i aplikator, który rozsypał się po wyjęciu z pudełka (dobrze, że nie używam), ale to powiedzmy sobie szczerze nie jest najważniejsze :) choć miło i przyjemnie jest posiadać coś co nie tylko sobie radzi, ale tez ładnie wygląda.


Jeżeli chodzi o trwałość, to za tą cenę nie jest źle na bazie wytrzymują kilka godzin. Cienie perłowe są dobrze widoczne na oku, pigmentacja całkiem porządna, minusem jest za to fakt, że osypują się i to dość mocno, lepiej nałożyć je chyba przed podkładem i całą resztą... Dobrze się blendują, dając niezły, delikatny efekt.



Podsumowując opłaca się chociażby dla kilku kolorów, które są przydatne na co dzień. Generalnie paletka się dość dobrze broni :)

czwartek, 13 marca 2014

Korektory Delia


Do napisania tego postu zabieram się już od miesiąca, w sumie nie wiem dlaczego, ponieważ produkty tej jakości opisywać to sama przyjemność ;)

Mój największy przyjaciel w tej korektorowej kwestii ostatnimi czasy to właśnie zielony korygujący korektor Dalia, niezastąpiony pod codzienny makijaż, zapewnia idealną gładką buzię, bez czerwonych plamek, przebarwień, żyłek i wszelkich czerwoniastych paskud, które lubią sobie czasem zagościć na naszej buźce. Korektor ma w swoim składzie kofeinę oraz wyciąg z kasztanowca i zalecany jest do cery naczynkowej, ja takowej nie mam, ale wiadomo uniwersalna zieleń sprawdzi się u każdej z nas ;)


Kolejne cudo z serii Delia, czyli żółty rozświetlający, uwalniający nas od paskudnych worów i cieni pod oczami. Zawiera ekstrakt z arniki i kofeinę. Dobrze rozświetla, konsystencja jest dość gęsta, tubka poręczna, zarówno jak zielony korektor jest bardzo wydajny mała kropeczka spokojnie razi sobie ze sporym obszarem naszej buzi. 
Oba korektory spełniają swoje zadanie na najwyższym poziomie biorąc pod uwagę wydajność i cenę (5 - 7 zł) to prawdziwe cudeńka, godne polecenia ;)

Lovely - Magnetic You Terra Cotta


Dzisiejsze wiosenne słońce wręcz wymusiło na mnie chęć do napisania czegokolwiek ;) A na pierwszy ogień idą cienie Wibo Terra Cotta (żadna nowość, ale co tam ), które znalazłam za ok 5 zl w Rossmanie przy okazji innych tanich zdobyczy ;) A że kolory już dawno mi się podobały zaryzykowałam. Nałożone na ręku ślicznie połyskują w słońcu, kolor jest nasycony, ale jednocześnie nie jakoś mocno rzucający się w oczy, po nałożeniu na powiekę efekt niestety znika, próbowałam walczyć nakładając pędzelkiem jednak kiepsko szło, koloru było mało jedynie brokat pozostaje, w moim przypadku w nakładane na bazę, a właściwie wklepywane paluchami jako tako się trzymają. :) Cienie są wypiekane więc są dość twarde jednak aplikator sobie z nimi w miarę radzi. Mimo wszystko największym paletki plusem jest to, że cienie ładnie rozświetlają, dając zadowalający efekt. Największy ich minus to po prostu ich trwałość, bo same w sobie kolory są cudownie letnie, lekkie, wiosenne.
Nie wiem czy za te pieniążki można było się spodziewać długotrwałego efektu. Zdecydowanie cieszą oko, gdy się na nie patrzy w słońcu i ślicznie sobie połyskują, ale chyba nie o to chodzi ;). Mimo wszystko - nie żałuję jakoś specjalnie, chciałam je wypróbować i udało się za całkiem niezłą cenę.

W słońcu mają prześliczny błyszczący kolor :)

piątek, 7 lutego 2014

Szminki w kolorze... Czerwień.


Kolejny post z serii szminki, dzisiaj kolor czerwony :)

NYC
Wszystkie szminki z NYC jakie mam kupiłam za niecałe 3 zł ;) jak za ta cenę są na prawdę świetne mają bardzo intensywne kolory i długo utrzymują się na ustach. Szminki mają kremową konsystencję i przyjemny zapach.

RED RAPTURE 432 - najmocniejsza czerwień ze wszystkich, bardzo głęboka i intensywna, zdecydowanie nie jest to typowy strażacki czerwony, raczej kolor pełnego wina. 

RED FLAME 402 - dużo łagodniejsza od poprzedniej, lekko perłowa, po nałożeniu kilku warstw kolor nie pogłębia się, a jedynie uwidacznia się perłowy połysk i tu dla mnie minus bo nie jestem fanką perłowych szminek ;(. Kolor czerwieni, delikatnej maliny wpadającej koral, dużo mniej intensywny.


BASIC (niestety brak numeru koloru...) - szminka, którą użyłam może ze 2 razy, trochę wysusza usta, jest z tych bardziej matowych pomadek, kolor makowa czerwień, trochę odpustowa, ale na Halloween się sprawdziła ;)


Dla mnie nr 1 zostaje Red Rapture najbardziej oryginalny z całej 3 i na prawdę intensywny i śliczny. ;)

środa, 5 lutego 2014

Golden Rose - Maxim Eyes - tusz do rzęs


Maskara kupiona bardzo bardzo na szybko za niecałe 6 zł i muszę przyznać, że w tym przypadku chyba bez szału przynajmniej w moim przypadku. Maskara jest jak mówi producent dla "kobiet nie zadowolonych z objętości swoich rzęs" dodatkowo ma wydłużać i unosić nasze rzęsy. U mnie raczej nie uzyskałam tego efektu, choć muszę przyznać, że ogromnym plusem jest szczoteczka, doskonale rozczesuje i jest bardzo dobrze wyprofilowana, (umyje i zachowam do rozczesywania na pewno :)). Dodatkowym atutem maskary jest kolor na prawdę głębokiej czerni i ogólnej lekkości, ponieważ tusz nie obciąża rzęs. Jednak biorąc pod uwagę efekt, nie wywołał on u mnie zachwytu raczej tylko minimalnie poprawił wygląd moich rzęs. Póki co tusz mam już ok. miesiąca i wciąż się trzyma i nie wysycha, a co za tym idzie po nałożeniu nie osypuje się, to całkiem dobry znak. Jednak tusz to tusz  dla mnie powinien dawać znacznie widoczny efekt, może dla osób lubiących minimum w makijażu wystarczy. ;)