wtorek, 30 czerwca 2015

Peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych


Kolejnym z kosmetyków naturalnych, który zawitał na mojej kosmetycznej półce i został w niej na dłużej jest właśnie naturalny peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych.

Od jakiegoś czasu poszukiwałam peelingu, który nie będzie drażnił dodatkowo już biednej skóry twarzy. I przez przypadek znalazłam na e-naturalne właśnie peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych. Do tej pory używałam typowych peelingów enzymatycznych z saszetek dostępnych w drogeriach bądź drobnoziarnistych jednak bez większych rewelacji i często z nie najlepszym skutkiem.

Peeling zawiera mączkę ryżową (działanie antyseptyczne, nawilżające, poprawiające koloryt), sproszkowane algi (działanie bakteriostatyczne i regulacja produkcji sebum) oraz wyciąg z papai (dzieki zawartości papainy doskonale nadaje się do peelingu, redukcji blizn i gojenia ran) i ananasa. Bardzo dobrze sprawuje się na skórze problematycznej i podrażnionej (szczególnie tłustej i mieszanej). Bardzo ładnie wygładza i nie ma efektu ściągnięcia skóry. A do tego pięknie pachnie tak pudrowo i delikatnie, zapach utrzymuje się potem jeszcze na skórze jakiś czas :) Peeling działa tonizująco, a skóra wygląda zdrowo no i oczywiście jest ładnie oczyszczona! 
Peeling enzymatyczny szczególnie nadaje się dla osób z probelatyczną cerą, gdzie stosowanie zwykłego peelingu nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Dodatkowym plusem jest to, że jest to produkt naturalny i na prawdę dobrze się spisuje, obecnie jest jedynym kosmetykiem peelingującym jaki używam do oczyszczania twarzy już od prawie roku i nie zamieniłabym go na żaden inny.


Minusem (dla niektórych) może być fakt, że peeling ma formę proszku i dopiero po jego zmieszaniu z wodą możemy nakładac papkę na buzię. Mi to wcale nie przeszkadza, wręcz przecinwie takie róbótki kosmetyczne całkiem lubię ;)

A Wy jakie peelingi do oczyszczania twarzy wolicie enzymatyczne czy klasyczne? :)

niedziela, 28 czerwca 2015

Apis - mgiełka z wodą różaną i ekstraktem z dzikiej róży


Po drobnych narzekaniach na czerwcowego Shiny Box postanowiłam skorzystac z okazji, że skończył mi się ulubioy płyn oczarowy z Fitomed'u i postanowiłam przyśpieszyć testowanie mgiełki Apis.

Dostępna jest w 3 wariantach 
Mgiełka z ekologiczną wodą z owoców pomarańczy i komórkami macierzystymi
Mgiełka z ekologiczną wodą z gałązek oliwnych i ekstraktem z oliwek
Mgiełka z wodą różaną i ekstraktem z dzikiej róży

Bardzo w działaniu przypomnia mi hydrolat z róży damasceńskiej, który wcześniej stosowałam, z tym, że mgiełka chyba nawet bardziej mi się podoba z racji delikatniejszego i bardzo przyjemnego zapachu.

Dzika róża jest magazynem ogromnej ilości witaminy C, dzięki czemu kosmetyki zawierające ją w swoim składzie rozjaśniają i wyrównują koloryt skóry. I tu faktycznie mgiełka może nie tyle poprawia koloryt skóry, co bardziej zmniejsza zaczerwienienia i delikatnie rozjaśnia skórę dzięki czemu wygląda na świeżą i nie jest zaczerwieniona.
Dzika róża jest bogata także w liczne witaminy i  związki dzięki, którym skóra staje się elastyczna, gładka i nawilzona. i faktycznie po zastosowaniu mgiełki skóra staje sie delikatnie napięta i bardzo gładka.  Stosując ją już ładnych parę razy do odświeżenia twarzy w ciągu dnia mogę sitwierdzić, że produkt całkowiecie mnie zadowala. Mgiełka ma praktyczną butelkę z atomizerem, dzięki czemu aplikacja też jest bardzo przyjemna.
Sprawdzi się na kazdej cerze, z moją problematyczną poradziła sobie bardzo dobrze, pozostawiając ją gładką i rozjaśnioną. Co ważne mgiełkę możemy stosować na wiele sposobów od bezpośredniego stosowania  na buzie, po dodawanie jej do maseczek zwiększając ich walory. :)


A Wy miełyście już przyjemność korzystać z mgiełek Apis, bądź podobnych produktów?

Yankee Candle - Mango Peach Salsa


Ostatnio mam więcej wolnego czasu i mogę sobie spokojnie powrócić do odrobiny aromaterapii w postaci wosków YC w domowym zaciszu. W zwiążku z ogromną chęcią przywołania ciepłego lata i zapachu soczystych owoców kupiłam Mango Peach Salsa w nadzieji, że zapach przywoła odrobinkę tych wspomnień ;) Ku mojemu zaskoczeniu wosk nie tylko przywołuje, ale wręcz bije bardzo mocnym zapachem owoców.  Aromat ma przyjemny chodź odrobine chemiczny (niestety) to pierwszy wosk od YC, który ma taki nie za fajny akcent. Zapach jest bardzo, bardzo mocny w kilka minut miałam całe mieszkanie wypełnione owocowym zapachem bardziej brzoskwini niz mango. Do komnika wystarczy spokojnie wrzucić malutki kawałeczek i mamy z głowy uzupełnianie go na dłuższy czas. 

Wosk ma jak najbardziej ciepły i letni zapach, jednak koniec końców jak dla mnie zbyt mocy no i ten sztuczny akcent przebijający się w pierwszych chwilach po roztopieniu. Czy wrócę nie wiem, ale na pewno wypalę do końca bo zmieszanie z czymś delikatniejszym może go złagodzi. ;)
A jakie są wasze ulubione zapachy Yankee Candle latem?



środa, 24 czerwca 2015

Kosmetyki naturalne - Marokańska glinka ghassoul



Już jakiś czas temu zrezygnowałam ze standardowych kosmetyków na rzecz kosmetyków naturalnych jeżeli chodzi o pielęgnację twarzy, (w przypadku pielęgnacji ciała jest zupełnie inaczej).

Z racji tego, że standardowo dostępne kosmetyki działały na moją cerę niekorzystnie postanowiłam po prostu je odstawić. I dzięki temu moja cera nabrała z powrotem przyjaznego wyglądu.

I tak oto jednym z takich kosmetyków była glinka Ghassoul, którą zakupiłam na stronie  zrobsobiekrem, używam jej już ponad roku i jestem bardzo zadowolona.

Glinka jest składnikiem w pełni naturalnym, krzemonka w kontakcie z woda (tworzy błoto) oferuje nam właściwości odtłuszczające i oczyszczające.

Zatem, aby móc nałożyć glinkę na twarz musimy ją najpierw rozrobić w wodzie bądź w wybranym hydrolacie i nałozyc na buzię (lub inne miejsce, glinka nadaje się do stosowania na włosy i resztę ciała) wedle potrzeb (ja trzymam około 15 minut). Jeżeli chodzi o zapach, jest to neutralny delikatny zapach ziemi nie przeszkadza, nie zachwyca.

Działanie: szczególnie polecana dla cery tłustej i mieszanej (ale spokojnie poradzi sobie z każdym typem), reguluje wydzielanie sebum, działa matująco i oczyszcza skórę. Po nałożeniu glinki skóra jest odświezona, matowa i bardzo gładka. Niestety w jej przypadku ma działanie ściagające, ale nie wysuszające!, zatem skóra wydaje się być lekko naprężona, co dla mnie nie umniejsza w żadnym wypadku jej właściwosciom. Dodatkowo zauważyłam wyrównanie kolorytu skóry i oczywiście brak błyszczenia. 

Glinka jest bardzo wydajna ja stosuje ją około 2 - 3 razy w miesiącu, gdyż nie widzę częstszej potrzeby, biorąc pod uwage fakt, że bardzo czesto stosuję też innego rodzaju maseczki i glinka wystarczyła mi na długi okres czasu.



A jaka jest Wasza ulubiona glinka?


P.S. Postanowiłam z okazji tego "upalnego" lata coś pozmieniac na stronie i takim oto sposobem na bazie starego szablonu powstał nowy, jaśniejszy i przyjaźniejszy.  Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i będzie przyjemny dla oka. ;)



wtorek, 23 czerwca 2015

Czerwcowy Shiny Box - The Birthday Edition

Miał być szał i wielkie zaskoczenie, niestety wszysło owszem wielkie zaskoczenie, ale czy do końca pozytwyne. W tym miesiącu jakoś wyjątkowa otoczka była stwoarzona wokół pudełka może dlatego efekt jest przeciwny do zamierzonego? 

W pudełeczku znajdziemy: 
Apis mgiełka z ekologiczną wodą z wodoą różana i ekstraktem z dziekiej róży 
Lillamai peeling algowy do ciała (niestety produkt niepełnowymiarowy) 
Magiclash odzywkę do rzęs 
Glazel Visage cień wypiekany Terracotta 
Dove peelingujący żel pod prysznic 
Skin79 próbki kremów BB


Ogólnie podsumowując jeżeli komuś zależało na odżywce to jak najbardziej zakup trafiony, ja niestety z niej nie skorzystam i nie wiem za bardzo co mam z nią zrobic. Cień glazel na pierwszy rzut oka twardy pan paskudek, kolor nietrafiony. Pudełko w moim przypadku ratuje mgiełka z Apis (uff lubię róże), peeling bardzo mnie zaciekawił, chodź jak mówiłam wcześniej jego rozmiar zwala z nóg ;) no i koniec końców Dove też ratuje sytuacje i powoli coraz bardziej zaczynam lubić tą markę. ;)

Co do subskrybcji to pierwszy raz mam wątpliwości, czy jest sens to dalej ciągnąć, ale zobaczymy dam pudełeczkom ostatnią szansę, a nóż to był jednorazowy nietrafiony zakup. Mam nadzieję, że w miarę testowania przekonam się do reszty kosmetyków, bo juz nieraz tak bywało. ;) A Wy co sądzicie o czerwcowym Shiny Boxie?


Paloma hand SPA - cukrowy peeling do rąk z olejkiem makadamia i migdalowym


Przyznam, że firma zupełnie mi nieznana, ale lubię testowac nowości zatem co tam, zaryzykowałam.
Peeling zawiera w swoim składzie olejki makadamia i migdałowy, zawiera dość duże drobinki cukru.

Zapach: w pierwszej chwili skojarzył mi się ze świezym ogórkiem i zapachem niektórych... kremów do depilacji ;), co niestety bardzo mnie zawiodło, szata graficzna raczej wręcz krzyczała, że będzie to delikatny, słodkawy zapach.

Działanie: peeling bardzo dobrze ściera, grube ziarenka zapewniaja porządny masaż dla naszych rąk, pobudzjąc i bodźcując nasze receptory w dłoniach ;) Mi bardzo przypadł do gustu, nie pozostawia tłustego filtru na dłoniach, pozostawiając je gładkie, delikatne i miękkie.
Ostatnio mam wrażenie, że ciągle chwale jakieś kosmetyki, ale cóż tak się akurat trafia :) A Wy miałyscie jakieś produkty tej marki?


poniedziałek, 22 czerwca 2015

Yanke Candle - Lake Sunset


Jak mówi producent:

LAKE SUNSET - Pogodne piękno złocistych promieni słonecznych załamujących się na tafli niebieskiego, spokojnego jeziora. Słodko piżmowy i nastrojowy zapach, przywołujący zejście zmroku.


Już dawno nie był nic z YC więc może czas najwyższy coś napisać? ;) Może zatem Lake Sunset?
Zacznijmy od tego, że ak patrzę na ten wosk to od razu czuje, że to zapach końca wakacji (nie tylko przez ten cudowny zachód słońca nad jeziorem), przełomu sierpnia i września, chłodno różowy kolor wosku też mi jakoś o tym przypomina. ;) Jednak podczas palenia mam zupełnie inne wrażenia, zapach jest ciepły, przyjemny i subtelnie otulający całe pomieszczenie. Jest słodko pudrowy, ale ze zdecydowanie owocową nutą co sprawia, że zapach nie jest przytłaczający i mdlący. 
Wciąż zachodzę w głowę z czym mi się kojarzy i wciąż nie mogę jakoś do tego dojść.
Zdecydowanie jeden z przyjemniejszych jakie ostatnio paliłam, jednak czy zostanie ulubieńcem wciąż jeszcze nie wiem.
A jakie są wasze wrażenia? Paliłyście go już?


Yves Rocher - peelingujący olejek do dłoni



Zadbane i gładkie dłonie to podstawa i myślę , że każda z Was się ze mną zgodzi. ;)
Dlatego też bardzo lubię różnego rodzaju zabiegi na tę partię ciała i tu właśnie bardzo dobrze sprawuje się peelingujący olejek od Yves Rocher, chociaż nie do końca u mnie ma takie zastosowanie, ale o tym za chwilę.

Dozowanie jak i aplikacja jest miła, łatwa i przyjemna po prostu jak przy zwykłym kremie do rąk.  Olejek ma bardzo przyjemnie słodki, delikatny zapach, który długo po aplikacji utrzymuje się na dłoniach. Kosmetyk ma dość gęstą konsystencję żelu, dzięki czemu nie spływa z rąk.

Olejek zawiera nasiona truskawki, które delikatnie masują naszą skórę, nie nazwałabym tego peelingiem, lecz właśnie delikatnie bodźcującym przyjemnym masażem, dodatkowo produkt wzbogacony jest o arnikę oraz olej rzepakowy.

Działanie: jeśli szukamy mocnego, dobrego peelingu, który działa od razu to zdecydowanie ten produkt nie jest dla nas, ale kiedy szukamy nawilżenia dla skóry i przyjemnego masażu to jak najbardziej jest to strzał w dziesiątkę. Ja osobiście zmodyfikowałam aplikację i nie stosuję olejku w taki sposób jak mówi nam producent  (nałożyć na suche dłonie, wmasować i spłukać), bo jak dla mnie to czyste marnotrawstwo ;) Nakładam zatem olejek na dłonie, wmasowuję i po kilku minutach zakładam bawełniane rękawiczki i tak spędzam kolejne 15 – 20 minut, a czasem i na całą noc. ;) Taki zabieg stosuję praktycznie codziennie z racji tego, że moje dłonie są każdego dnia narażone na niekorzystne działanie i są po prostu suche.
Po takim „posiedzeniu” w rękawiczkach skóra jest cudownie gładka, nawilżona i miękka, a dłonie wyglądają pięknie i zdrowo. I właśnie za to uwielbiam ten produkt, obecnie jest moim ulubieńcem w tej dziedzinie i nie zamieniłabym go na nic innego. W dodatku produkt całkiem wydajny, zatem czego chcieć więcej? ;)


sobota, 20 czerwca 2015

Balsam na kwiatowym propolisie No. 4 Babci Agafii


Dzisiaj znów krótko o kolejnym rosyjskim kosmetyku od Babci Agafii.
Bardzo dużo naczytałam się o cudownych właściwościach produktów z owej serii, w której do wyboru mamy balsam na łopianowym, brzozowym, cedrowym, i wybranym przeze mnie kwantowym propolisie. Kosmetyk ma zapewniać łatwiejsze układanie włosów i ich lekkość.

Zacznę od składu, w którym znajdziemy między innymi pyłek kwiatowy (bogactwo witamin i minerałów), wosk pszczeli i kwiatowy (ochrona, nabłyszczenie), wosk pszczeli (również ochrona i nabłyszczenie), miód wielokwiatowy (wzmacnia, odżywia), wyciąg z propolisu (antyseptyczny i przeciwzapalny) oraz wiele innych naturalnych składników.
Balsam znajduje się w dość sporej butli (600 ml) co w sumie działa na jego korzyść z racji tego, że jest po prostu wydajny. Dozowanie i aplikacja też nie sprawia większego problemu, gdyż butelka jest opatrzona wygodnym korkiem, a balsam jest dość gęsty i dobrze trzyma się włosów.

Działanie: Musze stwierdzić, że z wszystkich kosmetyków jakie używałam do tej pory z serii Agafii, ten najmniej mnie zachwycił, nie powiem, że nie pozostawił żadnych efektów, ale nie są one na tyle spektakularne. Balsam jak najbardziej nadaje się do częstej pielęgnacji powoduje, że włosy staja się lekkie i łatwo się je rozczesuje. Dodatkowo kosmetyk pozostawia włosy lśniące i wyglądające zdrowo, natomiast nie jest to w moim przypadku taki efekt jak przy masce drożdżowej KLIK. Jeżeli chodzi o zapach jest on delikaty kwiatowo – ziołowy, bardzo neutralny.

Biorąc pod uwagę skład jaki ma kosmetyk oraz mimo wszystko pozytywne działanie, jest to kosmetyk wart uwagi, natomiast nie wywołujący u mnie większego zachwytu, po prostu spełnia swoje zadanie. Jest przyjemną alternatywa dla standardowych odżywek na sklepowych półkach.


czwartek, 18 czerwca 2015

Oczyszczająca maseczka dziegciowa Agafii


Jako wielka fanka wszelkich maseczek, kwestą czasu było wypróbowanie któregos z produktów Babci Agafii. Padło na oczyszczającą maseczkę dziegciową, z racji tego, że dziegiec nie raz już się doskonale sprawdziła na mojej skórze.
Obawiałam się, że ze względu na główny składnik maseczka bedzie po prostu okropie śmierdzieć, jednak ku mojemu zaskoczeniu zapach nie jest drażniący, ani też specjalnie przjemny, raczej neutralny. 

Aplikacja: jest szybka i przyjemna, bardzo dobrze sprawdza się zamykana forma opakowania, gdyż możemy dowolnie dozować sobie ilośc maseczki, a po otwarciu możemy ją przechowywać jeszcze jakiś czas.

Działanie: maseczka świetnie oczyszcza, pozostawia skórę gładką i przyjemną w dotyku. Nie pozostawia nierzyjenego filtru i nie ma uczucia ściągnięcia twarzy, skóra nie jest też nadmiernie przesuszona.

Naturalny skład i antyseptyczne właściwości dziegci są jej główną zaletą. Jeden z moich ulubieńców wśród maseczek.

A Wy używałyście maseczki Agafii?



środa, 17 czerwca 2015

Bania Agafii - Maska do włosów drożdżowa




Mój najnowszy ulubieniec, który sprawił, że siano na mojej głowie zamieniło się w piękne i lśniące włosy! :)

O masce naczytałam się wiele pozytywnych opinii, ale sama podchodziłam dość sceptycznie jakoże wszystkie dotychczasowe produkty tego typu nie przynosiły większych efektów. Na szczęście w przypadku tej maski było inaczej.

Aplikacja: najwspanialsza rzecz jaka może być: krótka aplikacja - doskonałe działanie, maseczke wg. producenta nakłada się zaledwie na 2 - 3  minuty po czym zmywa letnią wodą, musze stwierdzić, że taki czas jest wystarczający, aby produkt spełnił swoje zadanie. Dodatkowy plus dla mnie - płynna konsystencja, co zdecydowanie ułatwia aplikację.

Działanie: jak już wcześniej wspomniałam zamienił siano we włosy ;) Po aplikacji włosy dobrze się rozczesują, są błyszczące i bardzo bardzo delikatne, miękkie i przyjemne w dotyku. Dodatkowo maska ma cudowny zapach, który jescze jakis czas utrzymuje sie na włosach. Jeżeli chodzi o działanie pobudzające wzrost włosów nie zwróciłam na to szczególnej uwagi więc cięzko mi stwierdzić, włosy rosną raczej swoim naturalnym tempem, może odrobinę mniej wypadają.
Dodatkowym ogromnym plusem jest fakt, że produkt nie przetłuszcza włosów i nie sprawia wrażenia ich ciężkości.

Właśnie kończe 2 opakowanie i zdecydowanie kupię kolejne. Produkt bez, którego juz nie umiem się obejśc zdecydowany ulubieniec o wspaniałym działaniu za niewielką cenę. i w dodatku o naturalnym składzie. Czego oczekiwac więcej! ;)




No. 36 Jedwab w spray’u do stóp


Pęcherze i otarcia zawsze stanowiły mój osobisty, bolesny problem na poczatku każdego lata, nie mówiąc już o nowych butach! Szukając rozwiązania tego problemu natrafiłam na wspaniały produkt Compeed KLIK, a ostatnio otrzymałam Jedwab w spray'u. 
Nowość od No 36 bardzo szybko przypadła mi do gustu, chociażby dzięki bardzo szybkiej i bezproblemowej aplikacji, dzieki czemu stosuje ją już niemalże codziennie. Jedwab tworzy niewidoczną wartwę chroniąca nasza delikatną skórę przed wszelkimi podrażnieniami i otarciami, dzięki czemu problem pęcherzy możemy pożegnac ozięble. ;)
Dodatkowo ładnie pachnie i delikatnie schładza.


Bardzo udany, praktyczny produkt, po który na pewno sięgnę nie raz i nie dwa.
A wy jakie macie sposoby na otacia od butów i pęcherze latem?


Lakier do paznokci Indigo


Pierwszym produktem jaki rzucił mi się w oczy po otwarciu pudełeczka był lakier INDIGO w cudownym czerwonym odcieniu, który od razu mnie urzekł. :)
Kilka minut później już zdobił pięknie moje paznokcie. Lakier bardzo ładnie prezentuje się na płytce paznokcia, mocno się błyszczy i ma duże nasycenie koloru. Co tu duzo mówic wygląda po prostu dobrze. Sama aplikacja tez jest miła i przyjemna, dobrze się rozrowadza i przedewszystkim szybko wysycha. Jeżeli chodzi o trwałość to tu jestem trochę rozczarowania spodziewałam się dobrych efektów, a tu niespodzianka. Już pod koniec dnia były spore odpryski, aż sama zaczęłam się zastanawiać czy to wina lakieru czy może moja (zbyt szybka aplikacja???). W każdym razie nie skreślam go póki co dam mu jeszcze jedną szansę i zobaczymy jakie będą efekty przy naszym drugim podejściu.


Pomadka do ust Mariza Selective


Pomadka o ładnym i delikatnie pudrowym różowym odcieniu, od razu przypadła mi do gustu (z reszta jak niemalże każda pomadka). Daje matowy efekt czemu zdecydowanie mówę TAK! 
Ma bardzo przyjemy zapach, a dzięki kremowej konsystencji barzdzo dobrze się rozprowadza i nawilża. Pomadka zawiera naturalne składniki jak masło kakaowe, olej awokado i wosk carnauba co jest zdecydowanie dużym plusem.
Nie utrzymuje się jakoś zawrotnie długo na ustach, ale jako "kieszonkowa" pomadka, króta zawsze jest pod ręką sprawdzi się w sam raz.


Na próbę zdecydowanie jak najbardziej, chociaż przyznam, że chętnie spróbowałabym jakiegoś bardziej "żywego" koloru pomadki. Całkiem udany kosmetyk muszę przyznać, chociaż nie zniewalił mnie z nóg tak jak inne produkty z ostatniego Shinyboxa. 


piątek, 12 czerwca 2015

Biolaven Organic - Żel myjący do twarzy



Kolejna perełka kwietniowego Shinybox to właśnie żel do twarzy Biolaven. Urzekająca malutka i poręczna buteleczka z pompką, wypełniona cudownie pachnącym żelem. Właśnie! Produkt ma przepiękny zapach słodkich, świeżych winogron i lawendy, cudowny zapach lata.

I tak właśnie jest kolejny kosmetyk, który ma same zalety i można go chwalic i chwalić. Główną jego zaletą jest oczywiście bardzo fajny naturany skład. Produkt też delikatnie się pieni, jednak konsystencja jest trochę zbyt lejąca. Bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie powodując jej przesuszania (dzięki obecności olejku z pestek winogron) i podrażnień, pozostawiając ją odświeżoną i delikatną w dotyku. Nie ściąga twarzy i delikatnie ją matuje. Wady? Raczej brak może poza wcześniej wspomniana konsystencją, ale to raczej najmniej istotna sprawa.




Cóż więcej moge powiedzieć? Cudowna Prowansja - winogorna i lawenda, mój nowy ulubieniec. Teraz czas na wypróbowanie innych kosmetyków z tej serii Sylveco myślę, że nie zawiodą. ;)


czwartek, 11 czerwca 2015

Theo Marvee - Tonik do twarzy CAVIARISTE PERLIQUE


Od kwietniowej edycji Shinybox minęło trochę czasu zatem miałam okazję, aby dobrze przetestować  zawarte w nim kosmetyki. Kolejnym z nich był właśnie tonik Theo Marvee. Pierwsza rzecz jaka urzekła mnie w tym kosmetyku to pieknie połyskujący kolor toniku (wiadomo pierwsze wrażenie najważniejsze!),
Zaskoczyła mnie dodatkowo jego konsystencja, ponieważ jest dość gęsta, a niestety nie jestem fanką tego typu konsystencji. Jednak na tym moje narzekania się skończyły, produkt jest na prwdę cudowny! Doskonale sprawdził się na mojej baaardzo wymagającej twarzy, pięknie oczyszczał i doskonale łagodził wszelkie podrażnienia. Tonik wspaniale odświeża i chłodzi zmęczoną skórę przywracając jej zdrowy koloryt. 


Nie wiem czy nie za dużo tu tego chwalenia ;), ale prawda jest taka, że produkt jest jedną z perełek znalezionych w Shinyboxie i nie umiem się z nim już rozstać.


Dove - odżywczy żel pod prysznic Purely Pampering



Przyznam, że żadko kupuje produkty tej marki, a okazja do przetestowania go nadażyła się przy okazji zakupu kwietniowego Shinybox'a, w którym się znajdował. Jeżeli chodzi o ten kosmetyk to
przede wszystkim dobrze się pieni, a konsystencja jest delikatna i kremowa. Pachnie pięknie delikantym, słodkim kokosem, nie wysusza skóry delikatnie ją nawilżając, skóra po kąpieli jest gładka, miękka i cudnie pachnie! No i jest po prostu bardzo wydajny. Zdecydowanie nadaje się do domowego spa po ciężkim dniu. Czego więcej chcieć od płynu pod prysznic? :)