28.09.2015

Sprawy organizacyjne

Kochani Ci biorący udział w konkursie i Ci komentujący, wczoraj minął termin zgłaszania się do konkursu, dziękuje Wam za tak liczne zgłoszenia. Wyniki postaram się podać jak najszybciej, myślę, że może nawet jutro, ale nie chcę obiecywać. Z powodu dużych problemów osobistych muszę chwilowo zwolnić tempo prowadzenia bloga, ponieważ póki co nie mam na to, aż tyle czasu i brakuje mi po prostu chęci. Nie chcę Was zaniedbywać i postaram się pisać w miarę możliwości jak najczęściej. 

Odpiszę na wszystkie komentarze i zajrzę do Was jak tylko będę mieć chwilkę. (:

15.09.2015

Aussie - Suchy szampon Aussome Volume


Dziś pora na kolejny suchy szampon, muszę się przyznać otwarcie, że o dziwo polubiłam się z tego typu produktami od czasów Farmony, oczywiście nie mówię tu zaraz o tym, że chodzę z tłustymi włosami przez tydzień ;) ale skoro już tak szczerze jest to myje je co 2 dzień, bo po prostu im to służy, z resztą codzienne mycie niestety jest dość szkodliwe dla włosów. Ale wracając do szamponu mam wersje Aussome Volume, więc poza działaniem odświeżającym, zwróciłam uwagę na objętość i owszem Volume jest :) szczególnie na początku ładnie unosi włosy i nadaje objętości, jednak nie jest to jakoś długotrwały efekt. Co do działania odświeżającego też dobrze się sprawdza, daje ładny efekt, biały proszek nie trudno jest wyczesać i nie zostaje po nim generalnie ani śladu. Jest też bardziej wydajny niż szampon od Farmony, dla uzyskania porządnego efektu nie trzeba go aż tyle zużywać, wystarczy kilka psiknięć. 

Podsumowując, szampon jak najbardziej na plus, odświeżenie jest, białych śladów po wyczesaniu brak, objętość jaka jest taka jest. Produkt kosztuje średnio ok 27 zł, co uważam za dość konkretną kwotę biorąc pod uwagę, że nie jest to dla mnie kosmetyk pierwszej potrzeby, ja swój znalazłam w Glossybox i pewnie tylko dzięki temu go testuję, ponieważ gdybym miała go kupić od tak raczej bym zainwestowała w o połowę tańszy, a równie dobrym Batiste. Z pewnością jednak nie można mu odebrać, że jest bardzo dobrym suchym szamponem.


 A jakie Wy macie doświadczenia z marką Aussie?

13.09.2015

Yankee Candle - Wild Sea Grass


Przedwczoraj opublikowałam 100 post i nawet się tym nie pochwaliłam, a w sumie jest czym jakby nie patrzeć w statystyki blog ma już 5 rok, jakkolwiek śmiesznie to brzmi, bo pierwszych 2 lat w ogóle nie można zaliczyć do prawdziwego jego prowadzenia, z resztą potem też rewelacji nie było. Dopiero w tym roku prawdziwie to wszystko ruszyło i mogę się chwalić, że jest Was coraz więcej i mam po co  i o czym pisać  :)

Ale przechodząc do rzeczy dziś pora na Yankee Candle, którego dawno już nie było, mój pierwszy sampler (wciąż wolę jednak woski) Wild Sea Grass zapach, który jak czytałam śmierdzi i wcale nie przypomina nadmorskiej trawy i lata. Ja będę tu miała zupełnie inne zdanie, czuć w nim trawę taką właśnie nadmorską, trochę piasku, wody, morza, ja widzę te wydmy, na których owa trawa sobie rośnie. Zapach jest świeży, nie duszący, nie jakoś mocno intensywny, po prostu przyjemny, rozważałam nawet zakup jeszcze jednego wosku w zapasie tak wiadomo, żeby był, ale sampler jest na tyle duży, że za pewne wystarczy mi na dłużej, bo i tak traktuję go jak wosk i kruszę do kominka ;) Już dawno wsród nowości YC nie mogłam znaleźć nic do czego sobie chętnie bym wracała, a tu taka niespodzianka, myślę że chętnie jeszcze go zapalę na zmianę z Lake Sunset, szczególnie teraz kiedy wieczory i dnie są paskudne. ;)

A Wy miałyście ostatnio jakieś ciekawe zapachy z YC?

11.09.2015

Świt Pharma - skarpetki SPA dla stóp


Skarpetki do stóp Świt Pharma leżą u mnie już dobrze od marca, jakoś specjalnie mi się do nich nie spieszyło, bo szczerze mówiąc nie lubię tego typu produktów mieć na stopach, wolę standardowy krem czy maskę na to bawełniane skarpetki i już. Jednak po wakacjach stwierdziłam, że w końcu może warto ten produkt wypróbować i zrobić miejsce na coś nowego w szufladzie ;)


I tak oto pewnego chłodnego wieczoru założyłam maseczkowe skarpetki. Są to 2 dość duże woreczki w kształcie widocznym poniżej, nasączone od środka kosmetykiem, aby nie spadły mamy specjalny paseczek dzięki, któremu wszystko nam się ładnie trzyma na kostce. Posiedziałam tak ładne pół godziny. Po ściągnięciu pozostała spora warstwa specyfiku, którego już nie było sensu nawet wcierać bo skóra i tak nie zaabsorbowałaby już tej ilości, starłam więc resztki maski jednak stopy były wciąż mega śliskie, co bardzo mi się nie podobało. Jednak na drugi dzień rano przyznam, że efekt był bardzo, bardzo zadowalający, gładka, elastyczna skóra, mocno nawilżona i odżywiona, faktycznie jak po porządnym zabiegu w SPA. Zatem ogólnie produkt bardzo fajny jeżeli chodzi o efekty, bo są na prawdę widoczne i porządne, niestety dla mnie aplikacja trochę denerwująca, ale to jest kwestia indywidualna dla każdej z nas, aczkolwiek to co zdecydowałoby o kolejnym zakupie, a raczej jego braku to cena. Skarpetki kosztują ok. 15 zł co uważam za grubą przesadę, ja miałam swoje w Shinyboxie więc to zupełnie inaczej, ale gdybym miała je wydać od tak chyba bym się porządnie zastanowiła.

Przepraszam za jakość zdjęć były robione już późno w nocy i światło było do niczego. 



A Wy co sądzicie o takich produktach? 


PRZYPOMINAM O ROZDANIU ;)

http://versatilecorner.blogspot.com/2015/08/konkurs-czyli-pierwsze-mini-rozdanie.html

10.09.2015

Farmona Tutti Frutti - peeling do ciała


To już kolejny peeling Farmony w ostatnim czasie ;) a wszystko za sprawą lipcowego Shinyboxa, w którym to znalazłam wiśniowo - porzeczkowy peeling do ciała.

Pierwsze o czym muszę napisać to zapach, który jest piękny nie czuć w nim co prawda porzeczek, ale za to mamy mnóstwo soczystych wiśni! Peeling zamknięty jest znów w tym samym opakowaniu co Let's celebrate więc problem z wydobyciem może być pod koniec podobny.


Jeżeli chodzi o działanie to ściera całkiem fajnie, dość mocno, jest przyjemny w działaniu, skóra długo po nim pachnie wisienkami. Peeling ma konsystencję żelu ze sporymi drobinkami, dzięki czemu wygładza, ale jednocześnie nie podrażnia. Co istotne dla mnie również nie pozostawia tłustej warstwy na skórze.

Ale w udziale w zeszłym miesiącu za sprawą tym razem Glossybox przypadł mi w udziale jeszcze jeden peeling Tutti Frutti tym razem kiwi i karambola, w działaniu taki sam, jednak zapach juz mniej mi się podobał, myślałam że będzie bardziej orzeźwiający i świeży, ale jest jednak trochę sztuczny, zatem wisienka wygrywa ;)


Podsumowując produkty przyjemne, ładnie pachnące, które wykonują dobrze swoje zadanie z cenę ok. 3 złotych chyba warto się skusić ;)


A Wy lubicie peelingi z Farmony?  ;)

Beglossy - sierpień 2015 Fresh & Sweet


Od dłuższego czasu po cichu podglądałam też co ciekawego w ofercie ma beGlossy, po długim przekonywaniu się, że może warto spróbować u "konkurencji". ;)



Pierwsze co mnie urzekło to opakowanie zawartości pudełka, zdecydowanie podoba mi się bardziej jest wstążeczka i inne umilacze dzięki, którym odpakowywanie jest jeszcze przyjemniejsze! :)
Kolejna rzecz jaka mnie niesamowicie urzekła to zapach, kula do kąpieli Organique pięknie pachniała już przez kartonik.

W tym miesiącu można było otrzymać wersję Fresh lub Sweet, chodź bardzo chciałam otrzymać wersję Sweet, przypadłam mi wersja Fresh, co bardzo mnie ucieszyło po bliższym przyjrzeniu się zawartości obu pudełeczek. W wersji Fresh wszystko przypadło mi do gustu (no może poza Carmex'em, za którym nie przepadam), a nalazły się w niej:

- FARMONA tutti frutti peeling do ciała Kiwi & Karambola
- DERMO PHARMA Skin Repair Expert Platki kompres 4D odżywienie i oczyszczenie
- ORGANIQUE Grecka kula do kąpielio pięknym zapachu winogron :)
- AUSSIE Miracle Dry Shampoo Aussome Volume
- CARMEX miętowy
- SANASE krem pod oczy


Podsumowując jestem bardzo zadowolona z mojego pierwszego beGlossy, tym bardziej, że praktycznie wszystkie produkty przydadzą się i z przyjemnością będę ich używać.


A Wy jak oceniacie najnowsze beGlossy? A może wolicie Shinybox? :)


09.09.2015

Organic shop - odmładzająca maska zielona kawa i jedwab


Po dłuższej przerwie witam Was cieplutko, pomimo, że pogoda za oknem czysto jesienna, deszcz, mróz i wiatr, nie pozostaje nic innego jak otworzyć sezon na ciepłe skarpetki, herbatę i książkę. ;)
Staram się do Was pisać jak tylko mogę w miarę regularnie, odpowiadać na pytania i komentarze, a przede wszystkim odwiedzać Wasze blogi, ale ostatnio jestem trochę zabiegana i zaniedbałam Was i bloga, obiecuje nadrobić.

 
Dziś troszkę na temat maseczki, którą właściwie kupiłam całkiem przypadkiem, sama się zastanawiałam po co mi maska odmładzająca, niby jeszcze nie trzeba, ale może już warto zacząć? W każdym razie kupiłam ją za ok 13 zł, dość sporą tubkę, bo 75 ml w jednym ze sklepów zielarskich i jeszcze tego samego dnia wypróbowałam.

Maska do twarzy na bazie organicznego ekstraktu z zielonej kawy, protein jedwabnych oraz masła shea zapewnia skórze młodość, poprawia jej koloryt i likwiduje niedoskonałości.  

Maseczka ma przede wszystkim pięknie czekoladowy zapach, co było dla mnie zaskoczeniem, spodziewałam się zupełnie innego zapachu, konsystencja też przyjemna, gęsta, nie leje się trochę jak krem do twarzy. Przyznam otwarcie, że nie przepadam za maseczkami a'la krem, których nie trzeba zmywać (a jedynie wytrzeć nadmiar chusteczką), ale tu było inaczej. Nałożyłam ją na twarz, wchłonęła się dość szybko, ładnie nawilżając skórę. Po kilku minutach zauważyłam poprawę szczególnie pod względem poprawy kolorytu, wszelkie zaczerwienienia i podrażnienia bardzo ładnie zbledły i buzia prezentowała się na prawdę ładnie. 
Maseczkę jak podaje producent (i wcześniej wspominałam) można zmyć lub wytrzeć jej nadmiar, u mnie wchłonęła się na tyle dobrze, że nie było czego wycierać, po kilku godzinach skóra była wciąż przyjemna w dotyku i nie świeciła się jakoś specjalnie. Bardzo fajnie sprawdza się też zamiast kremu na noc, skóra jest na drugi dzień napięta z poprawionym kolorytem.
Podsumowując zaskoczyła mnie pozytywnie, biorąc pod uwagę, że moja skóra jest bardzo kapryśna i ciężko dobrać coś co polubi i coś co poprawi jej koloryt, jest to fajny produkt, po który z pewnością sięgnę jeszcze nie raz, tym bardziej, że ma fajny skład, nie zawiera parabenów, silikonów i SLS.


Dla mnie to było pierwsza przygoda z ta marką i jestem ciekawa innych produktów, a Wy miałyście jakieś produkty Organic Shop?

PRZYPOMINAM O ROZDANIU kilka postów niżej ;)

02.09.2015

Olej Tamanu - działanie i przeznaczenie



Jeden z tych olei, których działanie jest mocno widoczne, a stosowanie daje bardzo dobre efekty. 
Został odkryty już wiele wieków temu, a na przełomie lat na jego temat przeprowadzono szereg badań dotyczących zastosowania i działania olejku, szczególnie w kwestiach dermatologicznych.
W przebiegu tych licznych badań zostały dowiedzione naukowo  jego właściwości lecznicze, dzięki czemu jest on doskonałym preparatem do walki z chorobami skóry, bliznami czy oparzeniami (także słonecznymi).

Tłoczony na zimno Tamanu (Calophyllum Inophyllum) otrzymujemy z nasion drzewa o tej samej nazwie. Ma gęstą ciemnozieloną konsystencję i dość nieprzyjemny gorzki zapach (trochę śmierdzi). 
Olej posiada szereg właściwości od antyseptycznych, przez przeciwzapalne po regenerujące. 
Co więcej olej Tamanu to bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, którym zawdzięczamy  chociażby odpowiednie nawilżenie naszej skóry.
Olej ma także właściwości wspomagające regenerację tkanek, dlatego dobrze się sprawdzi w leczeniu blizn, oparzeń czy rozstępów, poprzez ich uelastycznienie i ożywienie. Warto go stosować zatem w różnego rodzaju podrażnieniach, przy drobnych rankach, trądziku, zaskórnikach, wszelakich zmianach skórnych.

Szczególnie polecany przy skórze wymagającej, czyli tłustej, zanieczyszczonej z różnego rodzaju problemami, ale sprawdzi się też przy skórze dojrzalej. 
W związku z tym, że olej ma działanie również przeciwbólowe i przeciwzapalne, mówi się (a przynajmniej tak czytałam), że można go stosować przy schorzeniach reumatologicznych, jednak szczerze mówiąc działanie w kwestii dermatologicznej dużo bardziej mnie przekonuje, myślę, że poradzi sobie ze zmianami skórnymi o podłożu zapalnym, natomiast nie sądzę, aby miał on istotny wpływ na redukcję np. zapalenia wewnątrzstawowego i "smarowanie nim kolana" nic nie da.

Olej tamanu w temperaturze pokojowej
Możemy stosować olejek sam w 100% stężeniu bezpośrednio na skórę lub po zmieszaniu go z innym olejkiem np. arganowym, macadamia czy ze słodkich migdałów (takiego ja używam) otrzymamy wtedy lepszą konsystencję, którą łatwiej będzie nałożyć. Nadaje się też do stoswania punktowego, wtedy nie musimy go niczym rozcieńczać. Olejek  też możemy dodawać do kremów czy balsamów. Czy też w pielęgnacji włosów, które staną się mocniejsze i zdrowsze. 

Olej należy przechowywać w lodówce.

Musze przyznać, że pomimo iż olejek ma gęstą konsystencję wchłania się dość dobrze, nie spływa, a skóra staje się dobrze nawilżona i pozbawiona podrażnień. Po jego używaniu zauważyłam też na pewno redukcję zaczerwienienia blizn, stały się bledsze i bardziej elastyczne. Jak wcześniej pisałam ja mieszam Tamanu z olejem bazowym jakim w tym przypadku jest olej ze słodkich migdałów, który jest dość neutralny, dzięki czemu dużo łatwiej jest mi go nakładać i nie zapycha porów.
Dodatkowym plusem jest fakt, że jest on bardzo wydajny, mam buteleczkę 15 ml już bardzo bardzo długo i wciąż dna nie widać. :)

Podsumowując olej tamanu jest jednym z ciekawszych olejków jakie stosowałam przy problemach chociażby z trądzikiem, a jego działanie jest dużo lepsze od tak rozpowszechnionego olejku z drzewa herbacianego, dlatego jak nie macie pomysłu już np.: n to jak zredukować blizny po trądziku spróbujcie olejku tamanu. ;)


Przypominam o rozdaniu :)

 http://versatilecorner.blogspot.com/2015/08/konkurs-czyli-pierwsze-mini-rozdanie.html


 Od dzisiaj też możecie zaglądać na oficjalnego Instagrama Versatile Corner.

https://instagram.com/versatile.m/


01.09.2015

Evree - Home SPA - Kuracja lawendowa do stóp

 
 

Czy Wy też macie wrażenie, że lato przeminęło nie wiedząc kiedy, wyjątkowo szybko?
Dopiero co był przełom czerwca i lipca a dziś już wrzesień. Ciepłem jakoś też specjalnie nie uraczyło, mojego regionu, cały lipiec lało były dni, że siedziałam w zimowych skarpetach, grubej bluzie i herbatą w ręku bo nie dało się wytrzymać z zimna, a teraz kiedy odrobina ciepełka w sierpniu była, nawet dobrze nie zdążyłam się nim nacieszyć, bo już wrzesień!

Ale wracając do tematu postu, dzisiaj krótko o maseczce do stóp Evree. Malutka saszetka mieści w sobie peeling i regenerującą maseczkę do stóp.
Prawdę mówiąc po tego typu produktach nie spodziewam się wiele, peelingi są zwykle przeciętne, maski z reguły lepiej sobie radzą. Tu Evree bardzo mnie zaskoczyło, peeling był niczego sobie, ścierał dobrze, powodując przyjemny mikromasaż, takiego efektu oczekiwałam. Co więcej bardzo podobał mi się zapach lawendy jaki towarzyszył mi w czasie zabiegu. :)
Maska natomisat ma dość luźną konsystencję, aczkolwiek nie spływa, nieźle się trzyma, jednakże pachnie już znacznie mniej lawendą. Jeżeli chodzi o efekty, tu również miłe zaskoczenie, maseczka przyniosła bardzo dobre efekty, skóra jest gładka, miękka i bardzo mocno nawilżona.
Myślę, że Kuracja lawendowa od Evree jest jedną z lepszych jakie stosowałam, a swego czasu testowałam wiele tego typu saszetek i rzadko do jakiejś wracałam, do tej z pewnością chętnie wrócę. ;)
Jedyny minus jest taki, że maska bardzo wolno się wchłania, ponad pół godziny siedziałam z nią i nadal miałam tłustą warstwę na stopach.
 

Bardzo się cieszę, że tak chętnie bierzecie udział w rozdaniu bo prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się, że uzbiera się Was aż tyle ;) Konkurs wciąż trwa, więc wszystkich wciąż zapraszam do udziału:

 
http://versatilecorner.blogspot.com/2015/08/konkurs-czyli-pierwsze-mini-rozdanie.html
 


P.S. Znów mam problem z obserwatorami, nie mogę obserwować Waszych blogów, chociaż co rusz napotykam na jakieś ciekawe strony, ale niestety nic nie działa. Czy u Was też tak jest? Co więcej mam problem z dodawaniem zdjęć w postach, totalna porażka nic napisać, nic zrobić i co rusz takie sytuacje już na prawdę nudne to się robi.